Dzień 2 maja 2026 roku na długo zapadnie w pamięci ełckich strażaków. Walka z potężnym pożarem, który wybuchł na terenie leśnictwa Mrozy Wielkie, wymagała zaangażowania ogromnych sił i środków z ziemi oraz z powietrza.
Walka z czasem i wiatrem
Zgłoszenie o gęstym dymie, widocznym z odległości wielu kilometrów, wpłynęło do służb w godzinach popołudniowych. Po dotarciu pierwszych zastępów na miejsce sytuacja okazała się dramatyczna – płonęła ściółka, poszycie oraz drzewostan. Silne podmuchy wiatru sprawiały, że pożar był niezwykle rozwojowy, błyskawicznie zajmując kolejne połacie lasu.
Szeroka mobilizacja służb
Skala zagrożenia wymusiła zadysponowanie licznych zastępów Państwowej Straży Pożarnej oraz Ochotniczych Straży Pożarnych. Do akcji aktywnie włączyli się również leśnicy. Kluczowe dla powstrzymania żywiołu okazało się wsparcie z powietrza:
- Samolot gaśniczy Dromader – wykonujący precyzyjne zrzuty wody.
- Śmigłowiec gaśniczy – operujący bezpośrednio nad frontem ognia.
Ważnym ogniwem łańcucha logistycznego byli druhowie z OSP Orzysz, którzy zostali zadysponowani na lądowisko w Rostkach. Ich zadaniem było sprawne tankowanie samolotu Dromader, co pozwoliło na zachowanie ciągłości zrzutów wody na płonący las.
Trudne dogaszanie
Około godziny 19:00 sytuacja została opanowana, jednak na miejscu wciąż trwało żmudne dogaszanie kolejnych ognisk pożaru. Według wstępnych szacunków, ogień strawił około 6 hektarów lasu.
Pożar ten jest bolesną przypomnieniem, jak niebezpieczne mogą być wiosenne pożary lasów. Szybka reakcja i współpraca wielu jednostek pozwoliły uniknąć jeszcze większej tragedii ekologicznej.
Źródło/Foto: OSP Orzysz


