W środowy wieczór służby ratunkowe na Mazurach postawiono w stan najwyższej gotowości. Zgłoszenie o osobie w wodzie wzywającej pomocy uruchomiło procedury ratownicze z udziałem Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego oraz Straży Pożarnej. Po dwóch godzinach intensywnych działań finał okazał się niespodziewany.

Zdarzenie rozpoczęło się o godzinie 17:04, kiedy do dyżurnego MOPR wpłynęła informacja z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Węgorzewie. Według zgłoszenia, na jednym z okolicznych akwenów miała znajdować się osoba, która wypadła do wody i rozpaczliwie wzywała ratunku.

Trudne poszukiwania i użycie specjalistycznego sprzętu

Do akcji natychmiast skierowano ratowników ze stacji ratowniczej w Skłodowie. Na miejscu okazało się jednak, że zgłoszenie jest nieprecyzyjne – zapadający zmrok oraz brak dokładnej lokalizacji poszkodowanego znacznie utrudniały działania.

W porozumieniu ze strażą pożarną podjęto decyzję o szeroko zakrojonych poszukiwaniach. Do akcji wprowadzono poduszkowiec MOPR, który pozwala na szybkie i skuteczne przeszukiwanie dużych obszarów wodnych oraz trzcinowisk, nawet w trudnych warunkach terenowych.

Finał akcji: Zgłoszenie uznane za fałszywe

Przez blisko dwie godziny ratownicy przeczesywali taflę jeziora i linię brzegową. W międzyczasie służby pracowały nad weryfikacją informacji i ustalaniem kolejnych faktów dotyczących rzekomego wypadku.

„Po około 2 godzinach intensywnych poszukiwań i ustaleniu kolejnych faktów, akcja została zakończona, a zgłoszenie uznane za fałszywe” – informują ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Choć tym razem nikomu nie stała się krzywda, ratownicy przypominają, że każdy taki sygnał traktowany jest z najwyższą powagą. Angażowanie sił i środków w nieprawdziwe zgłoszenia nie tylko generuje wysokie koszty, ale przede wszystkim może opóźnić pomoc tam, gdzie życie ludzkie jest naprawdę zagrożone.


Źródło: MOPR / Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe

Opracowanie: Redakcja Mazury112